Autor: damian | Data: 05.03.2026 | Kategoria: Archiwa, Blog

Jedna teczka, a w niej świadectwa lat wojny.

Spędziłam dobre dwa dni, przeglądając dokumenty z tej teczki. Niejeden raz łzy napływały mi do oczu.

Bo te dokumenty to żywy obraz lat II wojny światowej na terenach powiatu biłgorajskiego. Historie częściowo mi znane, ale też zupełnie nowe fakty – zapisane na gorąco, tuż po zakończeniu działań wojennych. I to właśnie dlatego mają w sobie taką siłę i autentyczność, której nie da się odtworzyć po latach.

Jeśli zajmujecie się genealogią albo po prostu interesuje Was historia własnej miejscowości – szukajcie takich dokumentów np. online na portalu Szukaj w archiwach. Potrafią powiedzieć niewiarygodnie dużo o tym, z czym musieli mierzyć się nasi przodkowie w tamtych trudnych czasach.

A czasy powojenne były niesamowicie ciężkie. Ludzie wracali do swoich domów z przeróżnych wywózek, obozów i tułaczek, by często zastać jedynie zgliszcza. Nierzadko nie było już domu, a jeśli ocalał – był doszczętnie ogołocony. Trzeba było jednak jakoś zacząć żyć od nowa.

Państwo oferowało zapomogi dla osób dotkniętych skutkami wojny i wielu ludzi z tej możliwości skorzystało. W uzasadnieniach wniosków opisywali swoją bieżącą sytuację oraz wojenne losy. To właśnie dlatego te dokumenty są dziś tak bezcenne dla poszukiwaczy rodzinnych korzeni – zapisano w nich historie ludzi, które w innym przypadku mogłyby już na zawsze zniknąć.

Poniżej zobaczycie kilka takich dokumentów z powiatu biłgorajskiego w województwie lubelskim. Dotyczą mieszkańców miejscowości takich jak: Józefów, Zamch, Księżpol, Wola Obszańska, Biłgoraj, Goraj, Frampol i Łukowa.

Maria Żmuda z Józefowa 6 września 1945 roku zwraca się z prośbą o przyznanie stypendium dla swojej córki, uczennicy I klasy Gimnazjum Krawieckiego w Biłgoraju. W uzasadnieniu opisuje dramatyczną sytuację swojej rodziny. Wojna odebrała jej bliskich, dom i zabudowania gospodarcze. Dwaj synowie polegli w walkach partyzanckich, a mąż został zamordowany na Majdanku. Jeden z ocalałych synów odbywa właśnie służbę wojskową, drugi natomiast został aresztowany i wywieziony w głąb Rosji.

Pozostała mi jedynie najmłodsza piętnastoletnia córka Danuta, która jest jedyną pociechą, ale i największą troską. Nie mogę bowiem ja, sześćdziesięcioletnia, sterana pracą i przeżyciami kobieta, zapewnić przyszłości temu dziecku.

Maria Krzyszycha, mieszkanka Zamchu, zwraca się z prośbą o stałą pomoc materialną oraz odzieżową na utrzymanie dzieci swojej siostry Józefy. Józefa wraz z mężem, Bronisławem Osuchem, zginęła podczas powstania warszawskiego. Osierocone dzieci – Helena, urodzona w 1939 roku, oraz Wojciech, urodzony w 1941 roku – zostały po wojnie przywiezione z Warszawy do Zamchu i oddane pod opiekę ciotki Marii.

Sytuacja kobiety była jednak bardzo trudna. Nie posiadała własnego majątku, a na utrzymaniu miała już czworo swoich dzieci. Dopiero niedawno objęła w użytkowanie niewielkie, sześciomorgowe gospodarstwo poukraińskie. Mimo to deklarowała, że chce wychować dzieci swojej siostry, ale bez pomocy z zewnątrz może się to okazać niemożliwe.

Dziś znam dalszy ciąg tej historii – dzięki potomkom Heleny i Wojciecha. Los potoczył się inaczej, niż planowała ich ciotka. Dzieci zostały ostatecznie adoptowane przez dwie różne rodziny i przez nie wychowane.

Trudno dziś powiedzieć, dlaczego tak się stało. Być może Maria Krzyszycha nie otrzymała potrzebnej pomocy, a może uznano, że dzieciom będzie łatwiej rozpocząć nowe życie gdzie indziej. Dokument jednak pozostaje świadectwem tamtej chwili – momentu, w którym kobieta próbowała ocalić rodzinę swojej zmarłej siostry.

Po latach przymusowej pracy i tułaczki Katarzyna Padiasek wraca do rodzinnej wsi Woli Obszańskiej z trójką dzieci; Bogusławem, Wandą i Eugenią. Męża, Marcina Padiaska, już z nią nie ma – zginął w niemieckim obozie karnym w Neumark. Gospodarstwo, które kiedyś należało do rodziny, przez lata okupacji zostało przejęte przez Niemców i leży obecnie odłogiem. Kobieta zostaje sama z dziećmi i bez środków do życia.

20 listopada 1945 roku Katarzyna otrzymuje kwotę 300 zł tytułem doraźnej zapomogi.

Jesienią 1945 roku Helena Smolak wraca z wysiedlenia do Niemiec. Wraca sama z małą córką .Zamieszkuje w Józefowie w gminie Aleksandrów w powiecie biłgorajskim. Nie posiada żadnego majątku ani środków do życia.

Jednym z dokumentów w powojennej teczce jest właśnie zaświadczenie wystawione na jej prośbę przez Zarząd Gminy Babice. Urzędowy zapis potwierdza tragiczne losy jej męża.

Stanisław Smolak, syn Antoniego i Marianny z Krzyszychów, mieszkaniec Woli Obszańskiej, został 1 kwietnia 1942 roku aresztowany przez Niemców jako zakładnik polityczny. Najpierw trafił do więzienia w Oświęcimiu, skąd następnie został przewieziony do obozu koncentracyjnego Gusen, gdzie zmarł.

O jego śmierci władze niemieckie przesłały zawiadomienie w październiku 1943 roku. Jednak w tym czasie Helena już sama była wysiedlona do Niemiec i wiadomość ta pozostała u sołtysa wsi Wola Obszańska. Sam dokument potwierdzający śmierć zaginął podczas akcji kałmuckiej w 1944 roku.

Informacje o Stanisławie Smolaku znajduję także w wyszukiwarce więźniów obozu Auschwitz-Birkenau. Wynika z niej, że do obozu trafił 13 maja 1942 roku i otrzymał numer obozowy 35289. Zginął kilka miesięcy później, 22 września 1942 roku, w KL Mauthausen, którego jednym z podobozów był właśnie Gusen.

W listopadzie 1945 roku do Starostwa Powiatowego w Biłgoraju trafia podanie napisane przez dwóch uczniów miejscowego gimnazjum – Wiktora i Romualda Steligów. Bracia proszą o pomoc materialną, która pozwoli im kontynuować naukę w trudnych powojennych warunkach.

W swoim podaniu zwracają się przede wszystkim o zwolnienie z opłat za wyżywienie w Gospodzie Ludowej, a także o przydział obuwia lub odzieży z pomocy UNRRA.

Piszą również o sytuacji rodzinnej. Ich matka pracuje jako nauczycielka w Potoku Górnym, lecz jej zarobki nie pozwalają na pełne utrzymanie synów. Największym ciosem dla rodziny było jednak aresztowanie ojca. W sierpniu 1944 roku został on internowany przez władze sowieckie i wywieziony w głąb Związku Radzieckiego.

Na marginesie dokumentu znajduje się odręczna adnotacja urzędowa. Wynika z niej, że prośba została rozpatrzona pozytywnie – braciom przyznano pomoc w wysokości 500 złotych, która miała pomóc im w dalszej nauce i utrzymaniu.

Ten krótki dokument pokazuje, z jakimi problemami mierzyła się powojenna młodzież. Wielu uczniów próbowało kontynuować naukę mimo braku pieniędzy, nieobecności ojców i trudnej sytuacji rodzinnej. W takich przypadkach nawet niewielka pomoc mogła zdecydować o tym, czy młody człowiek będzie mógł dalej się uczyć.

Apolonia Malec z Goraja w odręcznie napisanym piśmie zwraca się do Opieki Społecznej w Biłgoraju z uprzejmą prośbą o przyznanie pomocy pieniężnej. Swoją sytuację opisuje bardzo prosto, bez zbędnych słów.

Jej mąż, Władysław Malec, został w 1941 roku aresztowany i wywieziony do obozu w Oświęcimiu, gdzie zginął. Od tamtej chwili Apolonia została sama z trójką małych dzieci.

W podaniu pisze wprost, że nie ma żadnych środków do życia. Nie jest w stanie utrzymać rodziny ani opłacić należnego komornego. Podkreśla również, że nie posiada żadnego majątku.

Po rozpatrzeniu jej prośby Opieka Społeczna przyznała Apolonii zapomogę w wysokości 300 złotych.

Męża Apolonii – Władysława Malca – również odnalazłam w bazie więźniów obozu Auschwitz-Birkenau. Z krótkiej notatki wynika, że urodził się 22 września 1901 roku w Goraju i z zawodu był szewcem. Do obozu trafił 6 kwietnia 1941 roku, gdzie otrzymał numer więźniarski 13769. Zginął kilka miesięcy później – 14 sierpnia 1941 roku.

W lipcu 1945 roku Janina Michalewska z Frampola zwraca się do Urzędu Wojewódzkiego – Wydziału Opieki Społecznej w Lublinie z prośbą o pomoc dla swojej rodziny. W podaniu opisuje dramatyczną sytuację zdrowotną męża, Romana Michalewskiego, który od wielu miesięcy ciężko choruje. Przez pół roku przebywał w szpitalu w Biłgoraju, a po powrocie do domu wymaga dalszego leczenia. Lekarze zalecili mu wyjazd na kurację do Buska.

Janina podkreśla, że w czasie wojny rodzina dwukrotnie straciła cały dobytek. Na jej utrzymaniu pozostaje sześcioro dzieci, a jeden z synów również choruje. Sama pracuje jako nauczycielka w szkole powszechnej we Frampolu, jednak jej zarobki nie pozwalają na pokrycie kosztów leczenia dwóch osób.

Dlatego zwraca się z prośbą o umożliwienie bezpłatnej kuracji dla syna Bohdana w Państwowym Zakładzie Zdrojowym w Busku, który mógłby być również wsparciem dla przebywającego już tam ojca. Dokument ten jest kolejnym świadectwem powojennej rzeczywistości, w której wiele rodzin zmagało się jednocześnie z chorobą, biedą i skutkami wojennych zniszczeń.

Wanda Karwacka, córka Wawrzyńca i Katarzyny z domu Pokarowska, urodzona w 1921 roku we wsi Łukowa pracowała na służbie w kolonii Łasków w powiecie hrubieszowskim. Stamtąd w grudniu 1943 roku została wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec.

Podczas pracy w niemieckiej fabryce nici doszło do tragicznego wypadku. Wanda doznała ciężkiego okaleczenia lewej ręki – dwa środkowe palce zostały urwane, a palec wskazujący i mały uległy usztywnieniu. Sprawność zachował jedynie kciuk. W wyniku tego urazu stała się niezdolna do pracy.

Po powrocie z Niemiec zamieszkała u swojego szwagra Karola Ćwika na terenie gminy Babice. Wandzie przyznano 200 zł zapomogi.

Dokumenty z tej jednej teczki pokazują, jak wyglądała codzienność mieszkańców powiatu biłgorajskiego tuż po zakończeniu II wojny światowej. W krótkich podaniach i urzędowych zaświadczeniach zapisane są dramaty zwykłych ludzi: wdów, sierot, rodzin pozbawionych domów i środków do życia.

Jedni stracili bliskich w obozach koncentracyjnych, inni wrócili z wysiedleń i robót przymusowych okaleczeni lub chorzy. Wielu zostało samych z dziećmi, bez majątku i możliwości utrzymania rodziny. Dlatego zwracali się do władz o zapomogi, stypendia, pomoc materialną czy możliwość leczenia.

Choć są to zaledwie pojedyncze historie z kilku miejscowości – Józefowa, Zamchu, Woli Obszańskiej, Goraja, Biłgoraja czy Frampola – razem tworzą poruszający obraz powojennej rzeczywistości. Pokazują, że koniec wojny nie oznaczał końca cierpienia. Dla wielu ludzi był to dopiero początek trudnej walki o odbudowanie życia od podstaw.

Dziś te dokumenty są bezcennym świadectwem losów naszych przodków i przypominają, jak wielką cenę zapłaciły lokalne społeczności za lata wojny.

Źródło: Podania i prośby oraz pokwitowania otrzymanej kwoty doraźnej zapomogi dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych, inwalidów wojennych i in. za rok 1945. Przechowywane przez Archiwum Państwowe w Lublinie. Oddział w Kraśniku, sygnatura 37/3/0/-/345

O Autorze Wpisu

Genealog

Asystent Genealogiczny
Proszę podać prawidłowy email.
🎉

Dziękuję! Twój plan został
wysłany na email.

Powodzenia w poszukiwaniach
przodków!

Jakby co — wiesz gdzie mnie szukać.