W 1915 roku armia rosyjska, cofając się pod naporem wroga, stosuje brutalną taktykę spalonej ziemi. Z opuszczanych terenów wypędza ludność, rabuje dobytek, niszczy zasiewy, wywozi żywność, bydło i konie – wszystko po to, by nadchodzący przeciwnik nie znalazł niczego, co mogłoby mu się przydać. Po wsiach krąży strach podsycany propagandą – „Niemiec będzie babom cycki obcinał” – i w tej atmosferze paniki całe rodziny ruszają w nieznane. Z terenów na wschód od Wisły, spod Lublina, Chełma, Łomży, Ostrołęki, a nawet Warszawy, ciągną wozy załadowane dobytkiem, a ludzie opuszczają swoje domy nie wiedząc, czy kiedykolwiek do nich wrócą.
Najbardziej wyludniają się wsie prawosławne i mieszane wyznaniowo z guberni grodzieńskiej, obejmującej dzisiejsze Podlasie. Wśród bieżeńców dominują Białorusini i Rusini, ale licznie wyjeżdżają także chłopi z terenów Królestwa Polskiego, zwłaszcza z guberni chełmskiej i lubelskiej. Katolicy rzadziej decydują się na wyjazd – Kościół zachęca do pozostania, wielu ludzi ukrywa się w lasach i wraca do swoich domów zaraz po przejściu frontu.
Część mieszkańców zostaje przymusowo wypędzona, inni, sparaliżowani strachem i pogłoskami, sami podejmują decyzję o ucieczce. Droga okazuje się dramatyczna – w upale, bez wody i jedzenia, wędrują tygodniami, a czasem miesiącami. Największa fala ucieczek przypada na okres od wiosny do jesieni 1915 roku. Wkrótce pojawiają się choroby, śmierć staje się codziennością, przy drogach powstają prowizoryczne mogiły, a z czasem także ciała, których nikt nie ma siły już chować.
Bieżeńcy rozpraszają się po całym Imperium Rosyjskim, docierając nawet na Syberię. Gdy po latach zaczynają układać sobie życie na obczyźnie, nadchodzi rewolucja październikowa, która otwiera im drogę powrotu. Ruszają więc znowu – tym razem w stronę domu. Na wygnaniu spędzają od trzech do siedmiu lat, a powroty trwają aż do 1922 roku. Szacuje się, że wyjechało od dwóch do trzech milionów ludzi, z czego nawet jedna trzecia nie przeżyła – najwięcej ofiar pochłonęła sama droga.
Nie przypuszczałam, że bieżeństwo na taką skalę dotknęło również mieszkańców mojej rodzinnej Woli Obszańskiej. Słyszałam jedynie o pojedynczych przypadkach uchodźców z tej miejscowości. Przeglądając akta metrykalne z parafii w Obszy, natrafiałam na zgony i narodzenia odnotowane w Rosji i domyślałam się, że dotyczą bieżeńców.
Poniżej znajduje się akt chrztu Andrzeja Padjaska, urodzonego 10 listopada 1915 roku w Rosji, we wsi Chełno-Wierszyny (Челно-Вершины) w powiecie czystopolskim guberni kazańskiej. Jego narodzenie zostało zgłoszone w parafii w Obszy dopiero 14 maja 1922 roku przez ojca, Wawrzyńca.
Wszystko tu się układa w spójną całość – rok 1915 jako czas najintensywniejszych wywózek i 1922 jako moment powrotów. Możemy więc przypuszczać, że Wawrzyniec i Marianna z domu Wróbel Padjaskowie spędzili na wygnaniu przynajmniej siedem lat. I że należeli do tych, którym udało się wrócić do domu.

Andrzej Padjasek, syn Wawrzyńca i Marianny z d. Wróbel, akt chrztu nr 49/1922, parafia Obsza. Akt znajduje się w zasobach Archiwum Państwowego w Zamościu.
Mniej szczęścia miał Walenty Syty, który zmarł na wygnaniu 15 września 1915 roku we wsi Wieniakwa w guberni mińskiej, pozostawiając żonę Annę z domu Padjasek.
Dopiero wiele lat później, 8 grudnia 1923 roku, jego syn Antoni zgłosił w parafii w Obszy żądanie sporządzenia aktu zgonu ojca. Sama data tego zgłoszenia wiele mówi – można przypuszczać, że Antoni albo był z ojcem na bieżeństwie i dopiero po powrocie dopełnił formalności, albo o jego śmierci dowiedział się dopiero po czasie, być może od ludzi wracających z tamtych stron.

Walenty Syty, syn Jana i Anny, akt zgonu nr 63/1923, par. Obsza. Akt znajdziesz online na portalu Fotolubgens.
Liczba tych zapisów nie wydawała się duża. Dlatego ogromnym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie jednostki „Biłgorajski powiat. Chełmska gubernia. Spis wysiedlonych”, należącej do zespołu Centralnego Komitetu Obywatelskiego Królestwa Polskiego w Piotrogrodzie, przechowywanej dziś w Archiwum Akt Nowych.

Jedna z kart spisu wysiedlonych z powiatu biłgorajskiego dotycząca mieszkańców Woli Obszańskiej.
Ze spisu wypisałam mieszkańców Woli Obszańskiej – 54 rodziny, łącznie 242 osoby!
Większość z nich trafiła do guberni kazańskiej, gdzie osiedlono ich we wsi Czełno-Wierszyny (ros. Челно-Вершины) w powiecie czystopolskim. Spora grupa znalazła się również w guberni riazańskiej, w miejscowości Kudrawka w powiecie dankowskim. Pojedyncze osoby trafiły do guberni penzeńskiej, a dwie zamieszkały w Bogorodzku (dzisiejszy Nogińsk) w guberni moskiewskiej.
Co szczególnie zwraca uwagę – wszyscy byli wyznania rzymskokatolickiego. Nie znalazłam ani jednej rodziny prawosławnej, choć wiem, że takie również mieszkały w Woli Obszańskiej w tamtym czasie.
Jakie rodziny wyjechały?
| Bodek | Marianna |
| Padjasek | Andrzej |
| Popko | Regina |
| Kozera [Kozyra] | Kazimierz |
| Mach | Maria |
| Machniuk [Machnio] | Tomasz |
| Buczko | Tomasz |
| Padjasek | Rozalia |
| Buczek | Szczepan |
| Chuba [Huba] | Józef |
| Drozdowski | Antoni |
| Grasza | Andrzej |
| Padjasek | Marianna |
| Padjasek | Marianna ż. Andrzeja |
| Padjasek | Marianna ż. Wawrzyńca |
| Padjasek | Franciszek |
| Postrzech | Anna |
| Padjasek | Zofia |
| Padjasek | Antoni |
| Regiel | Michał |
| Rozmyślak | Ignacy |
| Padjasek | Rozalia |
| Padjasek | Tomasz |
| Padjasek | Tomasz |
| Padjasek | Wojciech |
| Kamieniec | Franciszek |
| Kamieniec | Marcin |
| Łuszczak | Ewa |
| Markowicz | Andrzej |
| Mulawa | Franciszek |
| Rudnik | Andrzej |
| Rudnik | Katarzyna |
| Smoła | Andrzej |
| Smoła | Józef |
| Szostak | Anna |
| Strus | Wojciech |
| Syty | Wawrzyniec |
| Cempeł | Katarzyna |
| Padjasek | Błażej |
| Padjasek | Kazimierz |
| Chuba [Huba] | Jan |
| Kowalik | Szymon |
| Smoła | Maciej |
| Machnio | Marcin |
| Machnio | Kacper |
| Dubko | Marianna |
| Podjasek | Anna |
| Połuk [Połuch] | Łukasz |
| Padjasek | Zofia |
| Ryba | Maciej |
| Szkoda | Agnieszka |
| Buczko | Anna |
| Huba | Maciej |
| Szczepańska | Anna |
| Machnio | Katarzyna |
| Syta | Katarzyna |
W spisie z imienia i nazwiska zapisano jedynie głowy rodzin, natomiast pozostali domownicy – małżonkowie, dzieci oraz inni dorośli pozostający na utrzymaniu ujęci zostali wyłącznie liczbowo, w tabeli z podziałem na grupy wiekowe.
Będę przyglądała się temu bliżej, bo ten temat naprawdę mnie wciągnął. Widzę oczami wyobraźni te wozy zapakowane po brzegi wszystkim, co tylko dało się zabrać, sunące jedyną drogą w mojej wsi – drogą, która nagle wypełniła się gwarem, niepokojem, pośpiechem i strachem przed tym, co nieznane.
Wygląda na to, że moi przodkowie nie wyjechali. Co nimi kierowało? Jak przetrwali przechodzący front? Czy ukryli się w pobliskim lesie, czekając aż wszystko minie?
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mnie to porusza i zaskakuje. Nie spodziewałam się, że ta historia jest aż tak blisko mnie. Mam w sobie tyle pytań, na które już nikt nie odpowie – świadkowie tamtych wydarzeń od dawna już nie żyją.
Jeśli interesuje Cię temat bieżeństwa, koniecznie zajrzyj na stronę:
👉 https://biezenstwo.pl/fakty/
Znajdziesz tam uporządkowane informacje, relacje świadków i materiały oparte na archiwach – to jedno z miejsc, które pomaga zrozumieć skalę i doświadczenie tej wędrówki.
Bardzo polecam też książkę autorstwa Anety Prymaka-Oniszk pt. “Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy.” To opowieść złożona z wielu pojedynczych historii – o ludziach, którzy nagle stracili dom, ziemię i poczucie bezpieczeństwa, a ich losy przez lata pozostawały niemal zapomniane.
Źródło fotografii: Album ze zdjęciami Pułku Saljańskiego, 1915 dostępny online na portalu Polona.

